Erotyka, czyli seks seksowi nierówny


Dlaczego uprawiamy seks? Jeśli wierzyć scenarzystom sitcomu „Jak poznałem waszą matkę”, robimy to z jednego z pięćdziesięciu powodów. Na przykład z ciekawości, z zemsty, w ramach ćwiczeń, bo nic ciekawego nie leci w telewizji, by nie robić czegoś, co zrobić musimy, bo na dworze pada, bo właśnie zerwaliśmy, bo chcemy się odstresować, bo chcemy zmienić temat rozmowy. Albo żeby nie wyjść z wprawy. Na końcu listy znajdziemy miłość. Można również, w wersji „hardcore’owej”, uprawiać seks, by doczekać się potomstwa. Zgroza. Wcześniej czy później, a zwykle wcześniej, dzieci dorosną i staną się nastolatkami. Być może nawet bardziej upiornymi niż wy dekadę czy dwie temu. I żadne 500+ tego nie wynagrodzi.

Seks seksowi nierówny, czyli pobieżny przegląd erotyczny

Niemniej – czy seks to jednoznaczne pojęcie, które zawsze i dla wszystkich oznacza dokładnie to samo? Jeśli jesteście samozwańczym moralistą z pobliskiej parafii, którego ulubioną pozycją seksualną od lat pozostaje „na Internet”, zapewne tak. Jednakże, jeśli propaganda obyczajowych fundamentalistów nie wyprała Wam jeszcze mózgów z resztek świadomości i inteligencji, istnieje sporo szansa na to, że seks pozostaje dla Was bardzo szerokim pojęciem. Jak bardzo szerokim?

Klasyka

Klasyka seksu sprowadza się do kilku podstawowych, acz uroczych pozycji, przemnożonych przez kilka typowych miejsc, najczęściej spotykanych w naszych mieszkaniach lub domach. Łóżko, krzesło, fotel, kanapa. Oraz, oczywiście, kuchnia. Czy taki seks może się znudzić? Wedle wielu gimnazjalistów odbębniających staże na najpopularniejszych portalach internetowych i w najpoważniejszych, kolorowych magazynach, musi się znudzić. A właściwie taki typowy seks już Wam się znudził, tylko jeszcze o tym nie wiecie. A właściwie już wiecie, jeśli przebrnęliście przez gimnazjalne wypociny, klepnięte przez zastępcę zastępcy p.o. naczelnego. Który zwykle właśnie zdał maturę.

Oczywiście ani taki, ani żaden inny seks się nie znudzi. Dramatyczne wynurzenia o popadaniu w rutynę nie mają większego sensu. Podobnie jak opowieści o tym, że maż znalazł sobie kochankę, gdyż seks z żoną stał się nudny. Psychologia określa to mianem redukcji dysonansu poznawczego. Koncepcje znudzenia i rutyny całkowicie nie miałyby sensu, gdyby niektórzy z nas nie dzielili jednej ze swoich cech charakterystycznych z kotami. Ciekawości. Problemem nie jest uprawianie seksu na kanapie w przerwie meczu Legia – Wisła. Problemem jest zaspokojenie ciekawości. Jak to będzie w trójkę? Jak to będzie a Afroamerykaninem (że tak zachowam poprawność polityczną). Jak to będzie w kajdankach?

Gdybym miał wskazać jedną cechę prowadzącą do zdrad czy upadku związków z powodów seksualnych, będzie to niezaspokojona ciekawość. Którą nie zawsze uda się w pełni zaspokoić, niemniej dzięki różnorodności oferowanej przez erotykę można sprawić, że seks straci wymiar powtarzalności. I o to chodzi!

Gadżety

Jeśli od czasu do czasu zaglądacie do sex-shopów, zapewne zwróciliście uwagę na to, iż generalnie prezentowana w sex-shopach oferta składa się z trzech zasadniczych działów. Mamy dział chemicznych wspomagaczy, których hipotetyczne działanie rozciąga się od wydłużenia stosunku o dwa kwadranse po wydłużenie penisa o połowę. Mamy dział ubrań i przebrań, w których znajdziemy uszaty zestaw typowego króliczka Playboy’a i wyćwiekowane, skórzane przebranie dominy z niemieckiego filmu porno. Mamy też dział gadżetów, który oferuje nam wszystko, co tylko ma jakikolwiek związek z seksem. Od wibratorów, które nawet nie wyglądają jak wibratory, po uprząż BDSM, do której prawidłowego założenia konieczna jest ośmiostronicowa instrukcja.

Ostatnie zdanie to lekka przesada. Tak naprawdę wszystko można połączyć z seksem. I samochód i łopatkę do smażenia. I kawałek sznurka i zestaw hantli. I turystyczny kajak i spinacze do bielizny. To tylko kwestia wyobraźni. Względnie ilości odwiedzonych blogów erotycznych albo oglądania filmów porno.

Niemniej stwierdzenie, że gadżety są dobrym sposobem na urozmaicenie związku ma wiele sensu. To prosta i skuteczna metoda, łatwa do zastosowania a przy okazji dostarczająca mnóstwa nieznanych wcześniej wrażeń.

RPG

Termin RPG, czyli Role Playing Game, rolplej, erpeg lub gra wyobraźni, to rodzaj gry, w której gracze wcielają się w role różnych postaci. Generalnie są to rycerze, magowie, królowie lub wszelkiej maści postacie ze świata fantastyki. Aczkolwiek niekoniecznie. Równie dobrze postaciami mogą być policjantka i złodziej, złodziejka i policjant, sekretarka i prezes, czarownica i Święta Inkwizycja, a nawet Daphne Blake i Fred Jones z kreskówki Scooby Doo. Postaciami może być wszystko, co tylko przyjdzie Wam do głowy. Oczywiście nie ma ustawowego obowiązku ograniczania się do dwóch postaci i do dwóch osób. Przynajmniej na razie…

Istnieje bardzo, bardzo szeroka liczba potencjalnych scenariuszy erotycznych zabaw RPG, a jedyne ograniczenie stanowi nasza wyobraźnia. Co bardziej kreatywni nie muszą nawet korzystać z usług producentów odzieży erotycznej, a wszystko, czego potrzebują, znajdą w najbliższym ciucholandzie. Niemniej gotowe, „profesjonalne” stroje, na pewno nie zaszkodzą i dodadzą zabawie więcej realizmu.

Cuckold

Cuckold, czyli tak zwana zdrada kontrolowana, nie jest wynalazkiem naszych czasów. Z jakiegoś powodu niektórych ludzi szczególnie kręci sytuacja, w której partner lub partnerka przyprawia im rogi. Co ciekawe, osobą „zdradzającą” zwykle jest partnerka. Jak zgodnie twierdzą miłośnicy takiego stylu życia, zdrada kontrolowana nie tylko podnosi jakość seksu pomiędzy partnerami, ale również wzmacnia zaufanie i wszelkie pozytywne uczucia w związku.

Z drugiej strony cuckold nie będzie odpowiedni dla wszystkich par. Pozostaje alternatywą dla tych, którzy wyczerpali potencjał erotyczny i poszukują czegoś nowego. Czegoś, czego jeszcze nigdy nie próbowali, a co intrygowało ich od dawna. Ich, gdyż koniecznością zdrady kontrolowanej pozostaje fascynacja tematem przez oboje partnerów. O co znacznie trudniej, niż może się wydawać.

BDSM

Jeśli istnieje rodzaj seksu, wokół którego narosło więcej mitów niż wokół życia Jezusa, katastrofy smoleńskiej i zabójstwa Kennedy’iego razem wziętych, to niewątpliwe będzie to BDSM. Termin stał się tak wyświechtany przez przeróżne magazyny i portale z rodzaju Cosmo, że obecnie do rangi BDSM awansowało kilka delikatnych klapsów wymierzonych w pośladki partnerki podczas stosunku. A kilka klapsów to po prostu kilka klapsów. Analogia do BDSM jest równie bliska, co porównanie Ligi Mistrzów do Ligi Polskiej albo wyborów Miss World do wyborów Miss Kukurydzy pod Grudziądzem.

BDSM to tak naprawdę styl życia. Relacja pomiędzy partnerami, która zdecydowanie wykracza poza kilka klapsów, odrobinę wulgarności czy nawet skucie jednemu z partnerów rąk za pomocą kajdanek. I to takich bez futerka. Relacja odnosząca się w pierwszej kolejności do pojęcia dominacji i uległości. Właśnie to stanowi podstawę związku BDSM. Kary, nagrody, tresura, unieruchamianie, feminizacja, adoracja i dziesiątki innych pojęć adoptowanych przez świat BDMS pozostają jedynie dodatkami do całej koncepcji. Aczkolwiek dodatkami inspirującymi i niezwykle przydatnymi.

Sado-maso

O ile BDSM może obejść bez użycia pasa, pejcza i kajdanek, o tyle koncepcja sado-maso już nie. Sadyzm z jednej strony i masochizm z drugiej jest ściśle związany z torturami. Z torturami, z których równą przyjemność cierpi osoba torturowana jak i torturująca. Warto zauważyć, że żadna z nich nie musi być ani uległa, ani dominująca. To jeden z aspektów, który odróżnia zabawę sado-maso od BDSM.

Drugim aspektem jest czas. O ile BDSM to długookresowy styl życia, o tyle zabawa sado-maso ma wymiar sięgający godzin, a nierzadko pojedynczych minut. Co więcej, w sado-maso często spotykaną sytuacją jest zmiana miejsc pomiędzy partnerami. Torturujący staje się torturowanym, a torturowany torturującym. W BDSM taka zamiana to rzadko spotykany ewenement.

Róbmy swoje kontra ideologiczna poprawność

Oczywiście, bywalcy pobliskiej parafii z radością podpaliliby stosy pod ludźmi z upodobaniem oddającym się erotyce spod znaku cuckold, BDSM albo sado-maso. Inna sprawa, że cześć z nich podpaliłaby stosy pod każdym, kto nie wyznaje głoszonych przez nich poglądów. Cóż czynić, taki „lajf”. Ale, jak swego czasu śpiewał Wojciech Młynarski – róbmy swoje.

Nie zakładam, że Młynarski odnosił się do erotyki, niemniej hasło „róbmy swoje” pasuje do erotyki idealnie. „Róbmy swoje” i nie oglądajmy się na ideologiczną poprawność.

 

Obrazek: https://pixabay.com/pl/dziewczyna-modelu-erotyka-bogini-1230480/ (licencja:CC0)